Tytuły ostatnich tygodni.


Hej kochani!
Realizując moje noworoczne postanowienie oglądania jednego pełnometrażowego filmu tygodniowo. Chciałam przedstawić Wam te oglądane przeze mnie ostatnio. 
Zapraszam !



  1. Dorian Gray.

















































Bazujący na klasyce literatury (Oscar Wilde ,,Portret Doriana Gray’a), film, który miał uwieść, miał skłonić do egzystencjalnych przemyśleń i życiowych rozterek. Nie wyszło.
Odebrałam ten film dosyć sceptycznie, uważam, że za bardzo przeważały sceny seksu. Pewne wątki zostały potraktowane po macoszemu i chociaż książki nie czytałam,  nie mogę wypowiadać się o samej różnicy w fabule to i tak czułam pewien niedosyt. Akcja zapowiadała się naprawdę ciekawie, wątek nieśmiertelności i wiecznego piękna naprawdę jest dobrym materiałem na film.. jednak tutaj zupełnie się nie rozwinął. Co czyni film kolejną hollywoodzką produkcją, nawet jeśli nie powstawała ona w USA.
Jeśli chodzi o samych aktorów, podczas oglądania filmu przez myśl przeszła mi możliwość zastąpienia Bena Barnes’a Johhnym Deep’em, podejrzewam że to dodałoby atrakcyjności filmowi. A sam aktor wiele razy wcielał się w podobnie ,,zwariowane” role. Moją uwagę zwróciła Rachel Hurd-Wood, uważam że ze swojej postaci uczyniła naprawdę dobry symbol i osobowość. Bardzo podobała mi się jej gra aktorska. 
Gdzieś pomiędzy wierszami, a raczej ujęciami filmowymi przejawiała się myśl pt. Żyj chwilą! I może właśnie miało to by to wielkie przesłanie? 
Krótkie, treściwe i trafiające do głowy każdego głupca.
Poza tym chwytający ucho brytyjski akcent, czy tylko ja mam słabość?




2. Parnassuss.







Świat po drugiej stornie lustra, świat wyobraźni. Urzekła mnie scenografia, jeśli tak można nazwać cały ten magiczny światek jaki tworzy się w głowie Dr.Parnassussa. Historia opowiedziana obrazami, tu podświadomie nie zwracamy uwagi na fabułę, będąc urzeczonym krajobrazem. Oczywiście nie ujmując nic fabule. Bardzo fajnie po prowadzona historia, momenty zgrozy, smutku, oraz radości. Były nawet i te chwile kiedy siedziałam otępiała starając się załapać co się dzieje, jak widać mój mózg ma momenty względnego ograniczenia. Kolejny angielski film, gdzie z anielskim uśmiechem słuchałam cudownego akcentu, cóż poradzę na to, że jest to moim narkotykiem? Bardzo zaciekawiła mnie postać Toni’ego, który był zagrany przez 3 różnych aktorów, tak innych, a zarazem tak podobnych. Bardzo podobała mi się ta zabawa filmowa, choć wiem że była poprzedzona śmiercią pierwotnego odtwórcy roli. Generalizując film był naprawdę świetny, jestem na tak! Na odprężenie, na powrót do krainy fantazji, na trochę kreatywno-twórczego myślenia.
Czysta inspiracja. 




3 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! ;)
Z chęcią odwiedzę blog każdego komentującego jeśli takowy posiada.
No i miłego dnia ! :D

 

Translate